Tragedia! Nagranie nie wyszło

21 dni do odpalenia podcastu w nowej formie. Zasiadłem wczoraj z nowym sprzętem i dwoma scenariuszami. Pomyślałem, że nagram dwa odcinki, to będę mógł dłużej popracować nad dopieszczeniem ich brzmienia… a tu dupa.

Jak wspominałem kilka dni temu, zainwestowałem trochę w nowy sprzęt do nagrywania podcastu. Mikrofon dynamiczny, mikser, wszystko podłączone do mojego starego Zooma H1. I wszystko skopane. Właściwie do nagrania od nowa.

Jaki problem?

Otóż wielce prawdopodobnym jest, że zwyczajnie nie potrafię ustawić wszystkiego dobrze. Mikser ma trzy potencjometry, na których można ustawić głośność (main mix, level kanału i gain źródła). Pewnie czymś się one różnią, i zapewne należałoby jakoś odpowiednio je ustawić względem siebie, żeby było dobrze.

Drugą kwestią jest kompresor. Zawsze stosuję kompresor w Audacity, więc pomyślałem, że jak rozkręcę kompresor na maxa, to będę miał mniej roboty, mniej operacji do wykonaniu na pliku, co też przełoży się na jakieś mniejsze straty jakości.

Tymczasem problemy są trzy:

  • Fala jest asymetryczna, przez co nie mogę osiągnąć odpowiedniego poziomu głośności bez utraty jakości
  • W dźwięku pojawiają się jakieś takie kliknięcia czy szumy – podejrzewam, że wina kompresora
  • Ogólnie to dźwięk nie jest jakiś rewolucyjny. Z Zooma H1 po moim sprawdzonym procesie obróbki brzmi lepiej, a jest znacznie mniej roboty, rozkładania sprzętu, kabli etc.
Audacity
Na pierwszej ścieżce widoczna jest asymetryczność nagrania

Rozwiązanie?

Chyba powinienem się liczyć z tym, że pierwsze nagrania będą bardziej testowe, że będę musiał znaleźć odpowiednie ustawienia, zanim coś zacznie wychodzić.

Te Berhingery Xenyx Q z mniejszą liczbą kanałów mają taki problem, że brakuje na nich tych diodek pokazujących natężenie dźwięku. Wprawdzie po podłączeniu do Zooma, widzę na ekraniku rejestratora taką skalę, ale ona nie oddaje rzeczywistości – choć w trakcie nagrywania osiągam pełną skalę, po zrzuceniu do komputera okazuje się, że plik ma np. -30 dB, a więc dużo za cicho.

Więc czeka mnie nagranie na nowo, a właściwie kolejne testy, metoda prób i błędów, analiza i wyciąganie wniosków. I może… MOŻE, uda się osiągnąć jakiś zadowalający rezultat. Jeśli nie, będę musiał wrócić do nagrywania Zoomem odcinków solo, a z miksera i Shure’a korzystać tylko przy nagraniach z gośćmi. Ale wolałbym, żeby to się jednak tak nie skończyło. Inaczej to sobie wyobrażałem.

Edit: Zrobiłem podejście drugie. Jest lepiej jeżeli chodzi o głośność. Pomimo asymetrii udało mi się w osatecznym miksie wyciągnąć -19,3 LKFS (mierzone w Orban Loudness Meter). Brzmi w miarę przyzwoicie. Szumy i trzaski – okazało się, że mam chyba uszkodzone wyjście słuchawkowe w komputerze. Na bank jest daleko od „dobrze”, ale i tak lepiej, niż było.

Orban Loudness Meter

1 komentarz do wpisu “Tragedia! Nagranie nie wyszło”

Dodaj komentarz